Poznaj korzyści dla Twojego dziecka i Ciebie płynące z karmienia piersią.
Dowiedz się jak karmić piersią i jak pokonać problemy związane z laktacją.
RODZICE
Widok sekcji
Artykuły
Filmy
Narzędzia

Empatię podarowała matkom ewolucja

Wrażliwość matki nie przychodzi na świat razem z dzieckiem, ale razem z nim rośnie, zmienia się, dojrzewa. O tym, jak radzić sobie z „naduczuciowością”, jak nie dać się jej zwariować, a jednocześnie wyciągnąć z niej coś dobrego, opowiada psycholog dziecięcy i psychoterapeuta rodzinny Monika Skoczylas-Merczyńska.
Naduczuciowość przy dziecku
rozmawiamy z Moniką Skoczylas-Merczyńską psychologiem dziecięcym i psychoterapeutą rodzinnym | 2 stycznia 2013
21 komentarzy | Dodaj ocenę: (4)

Serwis informacyjny w telewizji. Pojawia się wiadomość o tym, że ktoś zrobił krzywdę dziecku. Jak to się dzieje, że wiele matek w takiej sytuacji nie potrafi powstrzymać łez? Że czasem płaczą, oglądając nawet reklamy? Skąd się bierze matczyna nadwrażliwość?

Monika Skoczylas-Merczyńska: To jest naturalnie wpisane w bycie mamą. Myślę, że to ewolucja pomyślała o naszej empatii. Wydaje mi się, że rodzi się ona w większości kobiet. Mamy, które bardzo chcą dziecka, wyczekują go, niemalże od poczęcia zaczynają myśleć inaczej o sobie i o tym dziecku. Od razu tworzy się silna więź emocjonalna, zdecydowanie silniejsza niż ta początkowa więź między dzieckiem a ojcem. Instynkt tacierzyński przychodzi z czasem, mężczyźni muszą się oswoić z tematem dziecka, zobaczyć, „z czym to się je”, dopiero wtedy wchodzą w tę rolę. Matki, natomiast, mają gotowy pakiet emocjonalny. Jest on nam niezbędny do zrozumienia dziecka, które potrafi przecież tylko płakać. Empatia jest współodczuwaniem, wejściem w jakieś stany, dlatego wrażliwszym matkom łatwiej jest odbierać komunikaty od takiego malucha.

Na wrażliwości matki korzysta więc jej dziecko.

Gdy dziecko się rodzi, staje się centrum naszego świata. Tak właśnie kodujemy nasz mózg. Wszystkie informacje na temat dzieci, które do tej pory były tłem albo echem, nagle stają się ważne. Jak się jest w ciąży, wokół widzi się mnóstwo kobiet w ciąży, znacznie więcej, niż się dostrzegało, nie będąc w ciąży. Potem nasza uwaga skupia się na wyłapywaniu zewsząd informacji na temat dzieci, siłą rzeczy także tych złych. To nas po prostu interesuje. Gdy dojdzie do tego empatia, niektórym mamom może być ciężko poradzić sobie z emocjami. Być może empatia bierze się też stąd, że gdy mamy już własne dziecko, zaczyna działać wyobraźnia. Myślimy: a co by było, gdyby to się przydarzyło naszemu dziecku. Sama też jestem mamą. Zanim nią zostałam, oglądałam programy o krzywdzie wyrządzanej dzieciom i serce mi się krajało, a teraz jest tak, że często nie jestem w stanie w ogóle ich oglądać. A gdy jeszcze sytuacja dotyczy malucha w tym samym wieku, co moje dziecko, jest jeszcze ciężej.

Empatii sprzyja sytuacja, gdy dziecko jest chciane, wyczekane. Czy są jakieś cechy charakteru, które także mogą prowadzić do „naduczuciowości”?

To nie jest tak, że empatia jest przypisana tylko mamom i załącza się po urodzeniu dziecka. Każdy z nas w większym albo mniejszym stopniu, w zależności od tego, jak zostaliśmy wychowani, jest mniej lub bardziej empatyczny. Mamy, które widzą dużo krzywdy wokół siebie, które generalnie są wrażliwe, które nastawione są na innego człowieka, na inne dzieci, które pracują w stowarzyszeniach, fundacjach, będą miały tej empatii więcej.

Czy można rozróżnić typy empatii? Czy ona w każdym przypadku jest taka sama?

Nie wiem, czy można rozróżnić typy empatii, ale na pewno jest skala, powiedzmy od 0 do 100, na której każdy jakoś się lokuje. Jak to zwykle bywa, większość z nas jest gdzieś pośrodku.

Empatia nie jest przypisana mamom, są więc może inne życiowe sytuacje, które mogą powodować taki wybuch wrażliwości.

Myślę, że urodzenie dziecka to sytuacja wyjątkowa. Każde kolejne dziecko będzie wzbudzało inną empatię. Co ważne, ona nie znika, ale jej postać zmienia się w miarę rośnięcia malucha, który staje się coraz bardziej samodzielny. Innego rodzaju będzie empatia dla dziecka do roku życia, kiedy ta komunikacja jest na poziomie płaczu i uśmiechów, i potem powyżej roku, kiedy zaczynają się pierwsze słowa, gesty. Wtedy kontakt staje się łatwiejszy, nie trzeba się tyle domyślać.

Być może taką trochę analogiczną sytuacją są jakieś ciężkie przeżycia bliskich nam osób, np. gdy ktoś kogoś traci. Ktoś empatyczny będzie potrafił współodczuwać z taką osobą.

Co zrobić z tą przelewającą się empatią? Jak ją spożytkować, by się nie zmarnowała, a jednocześnie „dała żyć”?

Niektóre empatyczne mamy zakładają fundacje, stowarzyszenia. Rodzi się z tego sposób na życie. Moim zdaniem osoby, które widzą, że wzmożona empatia jest dla nich problemem, którym ciężko jest funkcjonować w codzienności, powinny zwrócić się o pomoc do psychologa albo chociażby do grupy wsparcia. Jest wiele klubów mam w Warszawie, w całej Polsce. Rozmowa z kimś, kto pewnie odczuwa podobnie, być może z innym nasileniem, da nam wsparcie. Przede wszystkim istotne jest uświadomienie sobie istnienia takiej empatii: że ona jest i będzie. I że jest dobra, choć - muszę to podkreślić - żadne skrajności nie są dobre. Ani brak, ani sytuacja, gdy ktoś dobija do 100 procent empatii.

Czym może grozić taka nadmierna empatia?

Może stać się jedynym wymiarem wychowania dziecka. Zapominamy o zdrowym rozsądku, o zasadach, a jesteśmy silnie nastawieni na emocje dziecka, być może na niekrzywdzenie go. Mamy mówią czasem: nie ukarzę dziecka, bo ono będzie tak straszliwie płakać, cierpieć, nie chcę tego. A to nie jest dobre. Trzeba te emocje wypośrodkować, wejrzeć w siebie, zastanowić się, czy nie jest tej wrażliwości w nas za dużo. Oczywiście, należy współodczuwać, ale ważne, by nie był to jedyny kierunek wychowania.

Czyli pierwszy krok to uświadomić sobie, że jest w nas empatia.

Tak. Pomyśleć sobie: będę mamą i tak będzie, albo może już tak jest. Pozostawienie tego bez kontroli może doprowadzić do kłopotów w wychowaniu, rodzicielskiego przewrażliwienia.

A dobre strony?

Oczywiście dzięki temu, że jesteśmy empatyczni, mamy duże szanse na wychowanie empatycznego dziecka, które będzie sobie radziło z własnymi emocjami, które będzie rozumiało swoje emocje, a od tego jest już mały krok do lepszych relacji z ludźmi. Warto iść w naukę emocji u dziecka.

Co zrobić, gdy empatii jest w nas za mało?

Ten brak empatii może być tylko wierzchołkiem góry lodowej, problem może leżeć gdzieś głębiej. Tak naprawdę mogą to być trudności z radzeniem sobie z własnymi emocjami. Choć oczywiście ludzie bez rozbudowanej empatii także radzą sobie w życiu. Jednak zawsze uczulam rodziców, że trzeba uczyć dzieci emocji, nazywania ich, akceptowania, i to niemalże od narodzin. Półtorarocznemu dziecku, które przeżywa frustrację, zdenerwowanie, nie potrafi jeszcze za wiele powiedzieć, ale potrafi rzucić zabawką, trzeba powiedzieć: widzę, że jesteś zdenerwowany. Dziecko nie rodzi się z pakietem informacyjnym, będzie identyfikowało emocje tak, jak je tego nauczymy. Mówi się często, że inaczej te emocje przedstawia się dziewczynkom, a inaczej chłopcom. Dziewczynkom rzadziej mówi się: jesteś zdenerwowana, złościsz się. Raczej ubiera się tę emocję w słowa: jesteś smutna. Do chłopców częściej mówi się o złości, dlatego oni lepiej odczytują tę emocję. Często przekłada się to na dorosłe życie, gdy kobiety mają problem z odczytaniem, rozróżnieniem smutku i złości. Podsumowując: nie musimy zgadzać się na wszystkie sposoby wyrażania emocji, ale musimy akceptować to, że nasze dziecko także odczuwa złość, smutek, frustrację. I musimy mu to uświadamiać.

Monika Skoczylas-Merczyńska jest psychologiem dziecięcym i psychoterapeutą rodzinnym, w Warszawie prowadzi Gabinet Psychoterapii Rodziny „Udane Wychowanie” (www.udanewychowanie.pl

Aktualności
21 SIERPNIA 2017
Lubicie podróżować, a w trakcie podróży towarzyszy Wam kubeczek LOVI 360°? Weźcie udział w naszym konkursie. Atrakcyjne nagrody czekają!
© by Lovi . Wszystkie prawa zastrzeżone.
Zadzwoń do nas:
tel. +48 46 858 00 00
(obsługa klienta czynna w godzinach od 8 do 15)
Newsletter
Zostaw nam swój adres e-mail, a co miesiąc
otrzymasz newsletter wypełniony nowościami.
W ramach naszej witryny wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.
AKCEPTUJĘ
';
ZAMKNIJ

Karmienie piersią jest jedynym naturalnym sposobem żywienia niemowląt i żaden preparat zastępujący mleko kobiece nie posiada identycznych właściwości, co mleko kobiece.
Bardzo dziękujemy za zgłoszenie się do testów butelki LOVI Medical+.
Z góry bardzo dziękujemy za opinię.

ANKIETA DOTYCZĄCA UŻYTKOWANIA BUTELKI LOVI MEDICAL+

Uprzejmie prosimy o zaznaczenie właściwej odpowiedzi lub odpowiedź na poniższe pytania:

Cz. I - wypełnić przed przetestowaniem butelki LOVI Medical+:

  1. Czy używała Pani butelki LOVI Medical+?
    TAK NIE
  2. Czy słyszała Pani o butelce LOVI Medical+? Jeśli tak, to skąd?
    nie słyszałam
    tak, z Internetu
    tak, od koleżanki/znajomej
    usłyszałam o niej w innych okolicznościach (jakich?):

cz. II - wypełnić po użyciu butelki LOVI Medical+:

  1. Czy butelka LOVI Medical+ spełniła Pani oczekiwania? W jakim stopniu?
  2. Czy smoczek dobrze się odpowietrza?
  3. Czy przejrzystość butelki jest porównywalna do innych butelek do karmienia?
  4. Jakie zalety posiada według Pani butelka LOVI Medical+ z dynamicznym smoczkiem?
  5. Czy zauważyła Pani różnice między karmieniem butelką LOVI Medical+ z dynamicznym smoczkiem a innymi butelkami ze smoczkiem z jednorodnego silikonu? Jeśli tak to jakie?
  6. Czy miała Pani jakiekolwiek problemy z użytkowaniem butelki LOVI Medical+? Jeśli tak to jakie?
  7. Czy zauważyła Pani różnicę pomiędzy poprzednio używaną przez Panią butelką LOVI (pyt. do Mam używających wcześniej butelki LOVI)
WYŚLIJANULUJ